NARODZINY RODZINY
Emilia Lichtenberg-Kokoszka

"Wiek XX postawił ludzkość wobec problemów, które znacznie wykraczają poza zagadnienia polityczno-ekonomiczne naszej epoki (toczące się w różnych częściach świata wojny, rewolucje społeczne, walki narodowowyzwoleńcze, rozwój nauki i techniki, rozwój przemysłu, powstanie wielkich ośrodków miejskich itp.). Spowodował również zasadnicze, głębokie zmiany w poglądach, obyczajowości, w "uświęconych" tradycją podstawowych formach organizacji życia społecznego i prywatnego. Zmiany te skłaniają ludzi różnych narodowości, środowisk, poziomów i zainteresowań do głębokich refleksji, do szukania przyczyn nowych zjawisk i sytuacji oraz sposobów przezwyciężania napotykanych trudności."[1]

Rodzina - najmniejsza, a zarazem podstawowa grupa społeczna, w której człowiek przychodzi na świat i od której uzależniony jest co najmniej przez kilkanaście lat swojego życia, zasadniczym przekształceniom ulegać zaczęła w początkach XIX wieku. Mowa tu o przekształcaniu tradycyjnej rodziny patriarchalnej w typ nowy, zwany egalitarnym, demokratycznym, towarzyskim, opierającym się na równouprawnieniu stron.

Główne przyczyny przekształcania się rodziny patriarchalnej w demokratyczną stanowiły:

  1. rozwój cywilizacji przemysłowej i wynikające z niego zmiany w życiu społecznym, takie jak zmiana struktury zatrudnienia, masowe podejmowanie pracy w przemyśle i usługach, praca zawodowa kobiet
  2. walka proletariatu o zmianę kształtu życia społecznego tworzenie się nowych warstw społeczno zawodowych, rozwój instytucji społecznych
  3. ruch emancypacyjny, z którym wiąże się niezależność ekonomiczna kobiet, systematyczny wzrost ich praw politycznych i społecznych, oraz równość pozycji społecznej i równość szans życiowych małżonków
  4. upowszechnienie oświaty, a przez to wzrost poziomu wykształcenia ludności
  5. wzajemne uczucie miłości, stanowiące współcześnie najczęstszą przyczynę zawierania związków małżeńskich. Porównując rodzinę dawną ze współczesną mówi się nawet o tzw. modelu miłości rodzinnej.[2]
  6. wreszcie rozwój masowych środków przekazu informacji i komunikacji [3]

Wszystko to wstrząsnęło rodziną, podważając panujący w niej od tysięcy lat porządek i obyczaje,[4] oraz spowodowało między innymi następujące przeobrażenia:

  1. zwiększona zdolność rodziny do przemian i przystosowania się do zachodzących zmian społecznych
  2. zanik tradycyjnego podziału ról rodzinnych na kobiece i męskie, oraz wzrost partnerstwa w rodzinie
  3. wzrost demokratyzacji życia rodzinnego i wolność poszczególnych członków, szczególnie żon i córek
  4. rozpowszechnienie kontroli urodzeń i zmniejszenie dzietności rodzin
  5. wzrost pozycji dziecka w rodzinie
  6. wzrost liczby kobiet pracujących zawodowo [5]

Współczesny brak wyraźnego podziału na role męskie i kobiece związany jest między innymi z tym, że młode pokolenie w sposób naturalny wdraża w życie wcześniejsze zachowania rodziców i kiedy wchodzi w życie dorosłe, wnosi do swoich rodzin wzór życia oparty na współdziałaniu mężczyzny i kobiety w zakresie pełnionych zadań domowych, małżeńskich i rodzinnych.[6]

Niewątpliwie proces harmonizowania ról żony matki i pracownicy zawodowej dokonuje się także wewnątrz życia małżeńsko rodzinnego, przez kształtowanie nowych wzorów męża - ojca, żony - matki i dziecka. Różnią się one od dawnych przede wszystkim tym, że domagają się od wszystkich współuczestnictwa w pełnieniu zadań rodzinnych. W dzisiejszej rodzinie nie da się już utrzymać dawnych wzorów męża i żony, dychotomicznie rozgraniczających zajęcia na męskie i kobiece. Kobieta pracując zarówno zawodowo, tak jak mąż, a równocześnie wypełniając wszystkie obowiązki domowe, staje się stroną pokrzywdzoną. Mężczyzna reagując na tę sytuację zgadza się na kompromis i na bardziej równy podział obowiązków domowych. Choć główny ich ciężar nadal spoczywa na kobiecie, a udział w nich mężczyzny ma raczej charakter pomocniczy i doraźny, to coraz częściej włącza się w nie np. sprzątając mieszkanie, robiąc zakupy, piorąc, przygotowując posiłki, zmywając, bawiąc się z dziećmi, wychodząc z nimi na spacery, do kina...[7]

W życiu społecznym nie ma rozwiązań prostych i całkowicie jednoznacznych. W rozwiązaniach problemów dotychczasowych tkwią zalążki przyszłych trudności. Emancypacja kobiet wyzwalająca je z braku samodzielności i uzależnienia od mężczyzn, oprócz wolności ekonomicznej i społecznej, przyniosła im równocześnie zwielokrotnienie obowiązków życiowych, konieczność wypełniania na raz wielu funkcji społecznych. Oswobodzenie mężczyzny z ciężarów podporządkowania się interesom rodziny, prócz swobody przyniosło im specyficzne poczucie - nieważkości psychicznej, zmniejszenie poczucia odpowiedzialności za losy wszystkich członków rodziny, rozluźnienie więzów z najbliższymi, skurczenie się ważnej roli życiowej, spadek ojcowskiego autorytetu, mniejsze poczucie bezpieczeństwa i wygody, tak życiowej, jak i psychicznej. U mężczyzny może wręcz powstać uczucie, że jest się osobą zbędną, niepotrzebną.

Oczywiście nie wszyscy mężczyźni się godzą na współczesny podział ról w rodzinie. Jedni, bo tak ich wychowano i nauczono, że pewne czynności są przypisane tylko kobietom, drudzy z kolei obawiają się, że ten rodzaj zaangażowania mógłby pomniejszyć ich męskie walory.[8] Niewątpliwie jednak zarówno rola matki, jak i ojca uległa ogromnym przemianom, i tak na przykład rozwój dzisiejszego wzoru męża - ojca idzie w kierunku coraz pełniejszego włączenia się mężczyzny w pełnienie zadań domowych, opiekę nad dziećmi, ich wychowanie, a nawet w kierunku wspólnego z żoną przeżywania okresu ciąży i porodu. Właśnie owa chęć współczesnej rodziny do wspólnego przeżywania narodzin dziecka jest według mnie najbardziej wyraźnym przykładem przemian jakie się w niej dokonały. Proponuję więc bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu.

Przed XIX wiekiem ojcowie mieli dużo wyraźniej określone role do spełnienia niż mają obecnie. Prawdopodobnie kiedy nadchodził spodziewany termin porodu, ojcowie dokładnie wiedzieli, czego się od nich oczekuje. Do nich należało zbieranie i przynoszenie drewna, budowa ogniska, podtrzymywanie ognia w piecu, przygotowanie wody, wsparcie fizyczne i psychiczne żony np. poprzez pomoc w przyjęciu odpowiedniej pozycji w czasie porodu oraz inne sposoby pomocy w przygotowaniu do porodu i w samym porodzie.

Rolę tę ojcowie utracili w chwili, gdy ich pomoc w tych przygotowaniach przestała być łatwa do wykonania, a mianowicie kiedy nastąpiło rozdzielenie miejsca pracy od ogniska domowego i co się z tym wiąże - fizyczne oddalenie ojca od matki. Ich miejsce zajęła położna. W ciągu następnych lat poród został przeniesione z domu do szpitala, gdzie całkowitą opiekę nad rodzącą przejął personel, który przekonał ojców, że zaangażowanie w przebieg ciąży może niekorzystnie wpływać na status mężczyzny. W ten sposób utracili oni bezpośrednie powiązania z czasem ciąży i porodu, które poprzednio dawały im publiczne uznanie i potwierdzenie roli mężczyzny jako ojca.

Jedną z najpoważniejszych konsekwencji tych zmian jest fakt, że podczas gdy macierzyństwo stale jest znacząco uznawane społecznie, znaczenie ojcostwa nieznacznie tylko wykracza poza wymiar biologiczny w prokreacji.

Współcześnie jeszcze do niedawna, ojciec był całkowicie odseparowany od rodzącej żony i dziecka, nie miał nawet kontaktu z żoną po porodzie. Biernie czekał kilka dni, zanim matka i dziecko nie wyszli ze szpitala. Powodowało to ograniczenie uczuć ojcowskich jedynie do lęku przed kłopotami finansowymi i problemami jakie za sobą prowadzi ojcostwo. W toku badań i obserwacji stwierdzono, że takie oddalenie ojca od matki i dziecka powodowało w późniejszym czasie jego mniejsze zaangażowanie w opiekę nad dzieckiem. Ojciec rzadziej też zajmował się pracami domowymi, a pomocy udzielał tylko wtedy, kiedy go o to poproszono.

Obecnie mąż - ojciec już od chwili poczęcia dziecka jest towarzyszem wszystkich przemian i przeżywa je razem z matką. Naturalna staje się więc chęć wspólnego przeżywania porodu, który wszak nie jest niczym innym jak uwieńczeniem wspólnie przeżytego okresu ciąży.

Zwyczaj, by mężowie asystowali przy porodzie, przywędrował do nas stosunkowo niedawno. Pierwszy poród rodzinny odbył się w Polsce w 1983 roku, i od tego czasu w wielu szpitalach otwarto oddziały położnicze , w których rodzącej towarzyszyć może najbliższa rodzina.

Jednakże o pozytywach uczestnictwa ojca w czasie porodu mówiono już na Międzynarodowym Kongresie Medycyny Psychosomatycznej w Londynie w 1971 roku. Na podstawie obserwacji 45 000 porodów rodzinnych wyciągnięto wówczas następujące wnioski:[9]

  1. obecność ojca chroni rodzącą przed uczuciem strachu i osamotnienia.
  2. mąż jest najlepszym pośrednikiem między personelem a rodzącą.
  3. przeważająca większość kobiet uważa za pożądaną obecność ojca podczas porodu.
  4. harmonijna współpraca małżonków ze sobą i z personelem wymaga uprzedniego przeszkolenia obojga małżonków.

    Włodzimierz Fijołkowski po obserwacji pierwszych 150 polskich porodów rodzinnych dodał do tej listy jeszcze następujące uwagi:

  5. podczas porodu ujawniła się wielka, autentyczna wrażliwość uczuciowa mężczyzn, tradycyjnie przypisywana tylko kobietom.
  6. nie tylko matka, ale także ojciec jest zdolny dostrzec piękno nowo rodzącego się dziecka.
  7. uczestniczenie męża w porodzie pozwala odkryć aktywne ojcostwo i to zarówno już w czasie ciąży, jak również podczas samego porodu.[10]

    Do listy tej niewątpliwie należy jeszcze dodać że:

  8. nie można zakładać, że matka chce przebywać podczas porodu ze swoim partnerem.
  9. należy dokładnie rozpatrzyć stosunek i podejście zespołu położniczego do ojców i upewnić się, że również jemu zapewnia się pozytywne przeżycie porodu.
  10. należy rozważyć w grupach ciąż niskiego ryzyka możliwość zachęcania do porodów domowych.[11]

Reasumując można się nawet pokusić o stwierdzenie , że poród rodzinny zaspokaja potrzeby emocjonalne całej rodziny - matki, ojca oraz dziecka.[12]

Postaram się teraz nieco przybliżyć wyżej wymienione uwagi dotyczące korzyści płynących z porodu rodzinnego, oraz uzupełnić je o dodatkowe informacje.

Kobieta z natury chroni się przed niebezpieczeństwem, bólem, czy przykrością w ramiona swojego mężczyzny. W związku z tym, również w czasie porodu powinna mieć uczucie, że jest on cały czas w pobliżu. Zapewni jej to zaspokojenie żywo odczuwanych potrzeb: czułości, bliskości, zrozumienia, akceptacji i bezpieczeństwa. Zniweluje uczucie osamotnienia i lęku. W ten sposób fizjologiczny przebieg porodu nie będzie zaburzony przez strach, osamotnienie, wstyd, napięcie, brak serdeczności. Wszyscy lekarze są zgodni co do tego, że w obecności męża rzadziej dochodzi do konieczności zastosowania środków farmakologicznych lub interwencji chirurgicznej. A sam poród odbierany jest przez kobiety jako mniej bolesny i kończy się radością obojga rodziców.

Może się jednak zdarzyć i tak, że kobieta nie będzie chciała pomocy męża. Dlatego też należy pamiętać, o tym, że to kobieta decyduje o rodzaju udzielanego jej wsparcia. Jednakże nie można jej pozwolić na całkowite zamknięcie się w sobie i poddanie się cierpieniu.

Moment narodzin dziecka może być dla ojca znaczącym i bardzo pozytywnym przeżyciem, jeśli ma on możliwość aktywnego w nim udziału. A ma naprawdę bardzo wiele do zrobienia i jest osobą wręcz nie zastąpioną. Między innymi mąż ojciec przekazuje personelowi potrzeby rodzącej i dziecka[13], tłumaczy im jej zachowanie, by nie było odbierane jako zachcianka. "Broni interesu rodzącej i dziecka", ponieważ w czasie, kiedy kobieta odczuwa ból wielokroć poddaje się całkowicie woli lekarzy i położnych co spowodować może np. przedwczesne zastosowanie środków farmakologicznych. Obserwuje postęp akcji porodowej, i informuje o nim rodzącą. Pomaga jej w wykorzystaniu wiedzy zdobytej np. na zajęciach w Szkole Rodzenia. Ułatwia radzenie sobie z bólem...

Należy jednak pamiętać, że choć wygląd oddziałów, gdzie odbywają się porody rodzinne różni się od tradycyjnej porodówki, a umeblowaniem bardziej przypomina mieszkanie niż szpital, to mimo to mężczyzna i kobieta otoczeni wielką liczbą nieznanych im postaci mogą czuć, że atmosfera sali porodowej jest dla nich nieswoja i obca. Kiedy przy łóżku kobiety ustawiony zostanie stojak z kroplówką, lub zestaw do monitorowania stanu płodu, a tym samym skutecznie utrudniany dostęp do rodzącej, wówczas nawet ci mężczyźni, którzy do tej pory skutecznie nieśli pomoc rodzącym żonom mogą poczuć się osamotnieni i zagubieni. S.Kitzinger zwraca również uwagę na fakt, że mężczyzna czasami ulega tak silnej fascynacji stosowanym sprzętem, że zapomina o rodzącej, która czuje się wówczas osamotniona w swoim wysiłku.[14]

Kiedy zbliża się chwila rozwiązania, wówczas przy rodzącej cały czas musi czuwać położna, a często i inni członkowie personelu. Znika atmosfera intymności, która towarzyszyła małżonkom podczas wcześniejszych etapów porodu. Odnosi się nawet wrażenie, że rozmaici eksperci wraz ze swoją aparaturą całkowicie przejęli kontrolę nad sytuacją. Niektórym mężczyznom to odpowiada, ponieważ uważają, że ich żonami wreszcie zajmują się specjaliści. W związku z tym zwrócono uwagę na fakt, że niektórzy ojcowie przyczyniają się do większego utrzymania kontroli medycznej nad rodzącą i w ten sposób kobieta traci potencjalnego sprzymierzeńca, który właśnie wtedy powinien w szczególności udzielić jej emocjonalnego wsparcia i pełnej miłości troski. Dzieje się tak zwłaszcza wówczas, kiedy mężczyzna jest tylko biernym obserwatorem, a nie aktywnym uczestnikiem. Taka sytuacja powoduje dodatkowo nasilenie negatywnych odczuć związanych z porodem. Bowiem kiedy ojciec bierze w nim czynny udział wówczas nie uważa tego co widzi za coś nieestetycznego, a nawet wręcz przeciwnie jest dumny z żony, siebie i dziecka. Kiedy natomiast jest tylko biernym obserwatorem, wówczas może przeszkadzać w czasie porodu, czy przeżyć tzw. "szok porodowy".

Udział męża w aktywnym i świadomym rodzeniu jest bardzo cenny i w pełni uzasadnia adekwatność określenia "wspólne rodzenie". Jeżeli ojciec dziecka bierze udział w porodzie, przeżycie to może mu pomóc w głębszym i bardziej autentycznym związaniu się zarówno z żoną, jak i z dzieckiem. Poznanie współmałżonka w trudnej sytuacji rodzi poczucie zaufania i wiarę w możliwości podołania nowym zadaniom. Wspólny poród wzbogaca osobowość mężczyzny, w większym stopniu niż sama wiadomość o narodzinach dziecka. Umożliwia głębsze spojrzenie na życie seksualne, które zostaje skojarzone z dawaniem życia. Szczęście związane ze spełnieniem się w roli męża i ojca zwiększa poczucie wspólnoty i bliskości z żoną. Wreszcie ułatwia kontakt z dzieckiem, wzbogaca go i rozwija. Stwierdzono również, że ojciec, który brał udział w porodzie wykazuje większe przywiązanie do dziecka i nawiązuje z nim pełniejszy kontakt. Mocniej angażuje się w opiekę już od pierwszych chwil życia dziecka. Poświęca mu więcej czasu, dzieli z żoną trudy pielęgnacji i wychowania, chętniej pomaga w pracach domowych. Jest to również ważny element przygotowania do pełnienia wzajemnie uzupełniających się funkcji rodzicielskich i w pełni świadomego ojcostwa.

Oczywiście, nie wszyscy mężczyźni chcą być obecni przy rodzeniu się dziecka. Jest wiele czynników wpływających na chęć, lub niechęć mężczyzny do uczestnictwa w porodzie. Wśród przyczyn psychologicznych należy wymienić lęk przed grożącym żonie i dziecku niebezpieczeństwem, którego może stać się świadkiem, oraz obawę przed widokiem cierpiącej żony, której nie może pomóc. Inną przyczyną może być niewiedza na temat tego jak się zachować w czasie porodu, czy obawa o własną reakcją na przebieg zdarzeń. Poczucie zbędności może również zostać spowodowane brakiem wiary w to, że można żonie w jakiś sposób pomóc. Niektórzy mężczyźni mogą także uważać, że poród to coś szokującego, nieestetycznego, wstydliwego. Niechęć do uczestnictwa w porodzie mogą również odczuwać mężczyźni niedojrzali emocjonalnie, lękliwi, znerwicowani, z niewłaściwie ukształtowanymi potrzebami seksualnymi.

Niekiedy negatywna postawa ojca wobec uczestnictwa w porodzie jest spowodowana postawą żony. Nierzadkie są sytuacje kiedy to żona nie zgadza się na obecność męża podczas porodu. Jako motywację podaje wówczas nieatrakcyjność kobiety w czasie porodu, przewidywany uraz psychiczny męża, chęć zachowania intymności, czy strach przed własnym zachowaniem. Jeżeli kobieta nie chce, by mąż zobaczył ją wymęczoną, obolałą, jeżeli z tego względu rezygnuje z obecności męża przy porodzie, to chyba nie jest ona tak do końca pewna jego uczuć.

Z badań Śląskiej Akademii Medycznej wynika, że wbrew panującym poglądom ojcowie mają bardziej pozytywny stosunek do swojego aktywnego udziału w narodzinach własnego dziecka, niż kobiety.[15]

Jeżeli mąż nie ma ochoty na uczestniczenie w porodzie, nie powinien być podejrzewany o brak miłości do żony i dziecka, wyśmiewany, czy posądzany o egoizm, czy chęć unikania sytuacji trudnych. Należy bowiem pamiętać, że ojciec nie zaangażowany wcześniej w rozwój dziecka, a przymuszony, np. życzeniem żony, będzie również bierny w trakcie samego porodu. Nie spełni wtedy pokładanych w nim nadziei i oczekiwań.

Reasumując uczestnictwo ojca w porodzie powinno być wynikiem swobodnej decyzji współmałżonków. To oni jako para mają prawo zadecydować, co jest dla nich korzystne: być w tym czasie razem, czy się rozdzielić. Mężczyzna nie powinien czuć żadnej presji, która przymusza go do udziału w porodzie. Również kobieta nie powinna czuć się zobowiązana do udzielenia zgody na wspólny poród. Ważne, by para małżeńska rozmawiała ze sobą na temat oporów i wątpliwości, obopólnych oczekiwań oraz wspólnie uzgodniła, co będzie najlepszym wyjściem w ich przypadku.

Należy w tym miejscu z całą stanowczością podkreślić fakt, że sama chwila narodzin dziecka jest zarówno dla mężczyzny, jak i kobiety, oraz dziecka wydarzeniem niezmiernie ważnym. Nie popadajmy jednak w skrajności. Zawsze mimo szczerych chęci małżonków może zdarzyć się sytuacja która uniemożliwi wspólne przeżycie porodu. Może być to powikłanie ciąży i porodu wymagające interwencji chirurgicznej, czy zabiegu położniczego. Czasami będzie to związane z warunkami lokalowymi szpitala, np. sala porodów rodzinnych będzie już zajęta przez inną parę, czasami z samą postawą personelu. Najważniejsze jest jednak nie to, czy mężczyzna miał możliwość przecięcia pępowiny, ale to czy aktywnie przeżywał ciążę i razem z żoną przygotowywał się do porodu, ponieważ właśnie ta aktywność najbardziej scala małżonków. Myślę, że uwaga ta jest o tyle istotna, iż pojawiają się już głosy obawy ojców, że jeżeli nie będą uczestniczyć w porodzie, to będą mieli utrudnione nawiązywanie więzi z dzieckiem.[16]

Do niedawna wymagane było by ojciec, który chce rodzić ze swoją żoną miał ukończony kurs Szkoły Rodzenia. Obecnie w jednych szpitalach jest to egzekwowane, w innych nie, a w większości po prostu wszystko zależy od nastawienia personelu do uczestnictwa mężczyzny w porodzie i od warunków lokalowych. Niewątpliwie jednak dzięki wspólnemu uczestnictwu w Szkole Rodzenia obecność mężów w sali porodowej przybiera konkretny kształt. Jeżeli ojciec nie uczestniczy w zajęciach, to nade wszystko powinien mieć zapewniony szeroki dostęp do informacji. Musi on bowiem zrozumieć, na czym polega poród, przyswoić sobie podstawową wiedzę na temat jego fizjologii, przeżyć kobiety rodzącej i sytuacji dziecka, oraz oczekiwań wobec niego. Jeśli ojciec nie zdobył podstawowej wiedzy w tym zakresie, to sama myśl o obecności przy porodzie budzi w nim sprzeciw i panikę.

Dlatego też mężczyznę trzeba oswoić z porodem, tak aby nie był on dla niego krwawym dramatem chirurgicznym, ponieważ dla nie przystosowanego męża asystującego przy porodzie, mnożą się przeżycia szokujące i zamiast być pomocnym żonie, stwarza więcej zamieszania w toku odbywającego się porodu.[17]

W przygotowaniu mężczyzny na to, co zobaczy, pomocne może być obejrzenie filmu z odpowiednim komentarzem. Filmu - opowieści ilustrującej fakty, ale w formie ciekawej i estetycznej. Oswoi to mężczyzn z samym porodem i zabezpieczy przed ich własną wyobraźnią, przed paniką na widok porodu .[18] Przygotowanie do porodu może również obejmować czytanie literatury na temat ciąży i porodu, rozmowy z położną i lekarzem, wizytę na oddziale położniczym.

Podczas takich przygotowań rodzice wyrażają swoje obawy i niepokoje związane ze zbliżającym się porodem. Podejmują decyzje, czy będą rodzić razem. Stopniowo wchodzą w nową dla siebie rolę. Udowodniono, że ci ojcowie, którzy uczestniczyli w kształceniu przedporodowym, chętniej towarzyszą swoim partnerkom w czasie porodu, niż ci, którzy nie brali w nim udziału.[19]

Na zakończenie jeszcze informacja na temat porodów domowych. Coraz częściej rodzice, choć nieśmiało wyrażają chęć odbycia porodu w domu. W 1990 roku Stowarzyszenie na Rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia wystosowało nawet pismo w tej sprawie do Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej.

Poród domowy w dużo większym stopniu niż poród rodzinny w szpitalu daje szansę małżonkom na głębsze przeżywanie przełomu porodu. Przyczynia się do powstania równowagi sił, ról i statusów między rodzicami.[20] W porodzie domowym ojciec jest bardzo ważną osobą. W odróżnieniu od porodu rodzinnego odbywającego się w szpitalu, ma on praktycznie nieograniczone pole do działania. Jego rola zaczyna się już w momencie przygotowania otoczenia do porodu. Podczas samego porodu jest on aktywny na wielu płaszczyznach, a po porodzie od razu włącza się w opiekę nad dzieckiem. Nie ma tu również uczucia pustki, jaka powstaje po porodzie szpitalnym, kiedy to kobieta z dzieckiem pozostaje w szpitalu, a mężczyzna zmuszony jest do samotnego powrotu do domu i oczekiwania na godziny odwiedzin i powrót żony z dzieckiem.

Podsumowując można powiedzieć, że poród rodzinny jest milowym krokiem na przód w dziedzinie rozwoju nowego modelu rodziny opartego na miłości, współpracy i równouprawnieniu stron. Jest wstępem do pełnego współuczestniczenia małżonków w pełnieniu zadań rodzinnych. Równocześnie nadaje mężczyznom nowy wymiar ojcostwa, które pomaga w przezwyciężeniu -nieważkości psychicznej nadając ich życiu nowy wymiar. Kobiecie daje poczucie bezpieczeństwa i odciążenie w pracach domowych, opiece nad dziećmi i w ich wychowaniu. Małżonkom poczucie współtworzenia nadaje nowy, głębszy wymiar więzi rodzinnych. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że w dobie kryzysu rodziny poród rodzinny staje się objawem jej -zdrowienia.

Bibliografia:

1. Bogusz R., Kawczyńska-Butrym Z.: Demograficzne i społeczne przemiany współczesnych rodzin polskich, w: Pielęgniarstwo rodzinne red. Z. Kawczyńska Butrym; CEM; Warszawa 1997 2. Cerańska-Goszczyńska H.,Maj-Pucek M., Openheim R.: Po porodzie; MAKmed; Gdańsk 1997 3. Chołuj I .: Poród w domu ; Wyd . Salezjańskie ; Warszawa 1992 4. Dyczewski L.: Rodzina, społeczeństwo, państwo; Towarzystwo Naukowe KUL; Lublin 1994, 5. Eisenberg A., Murkoff H. E., Hathaway S. E., B.S.M.: W oczekiwaniu na dziecko; Rebis ; Poznań 1994 6. Fijałkowski Wł.: Dar rodzenia; PAX; Warszawa 1985 7. Fijałkowski Wł.: Ojcostwo na nowo odkryte; Wyd. Diecezjalne; Pelpin 1996 8. Fijałkowski Wł .: U progu rodzicielstwa; Wrocław 1992 9. Izdebska H.: Przygotowanie do życia w rodzinie; WP; Warszawa 1972 10. Jessel C.: Szczęście we troje; Warszawa 1993 11. Kitzinger S.: Szkoła Rodzenia; Warszawa 1996 12. Kornas - Biela D.: Wokół początku życia ludzkiego; NK ; Warszawa 1993 13. Llewellyn-Jones D.: Ja mężczyzna; Sanmedika; Warszawa 1996 14. Praktyka położnicza; pod red . Jo Aleksander , Valerie Levy , Sarach Roch; PZWL; Warszawa 1995 15. Sujak E.: Kontakt psychiczny w małżeństwie i rodzinie; Wrocław 1988 16. Tyszka Z.: Socjologia rodziny; Warszawa 1976 17. Wisłocka M.: Sztuka kochania . Witamina M; Iskra ; Warszawa 1991

Przypisy

[1] H. Izdebska, Przygotowanie do życia w rodzinie, WP, Warszawa 72, s.28

[2] L. Dyczewski, Rodzina, społeczeństwo, państwo,Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 94, s.86

[3] R. Bogusz, Z. Kawczyńska-Butrym,Demograficzne i społeczne przemiany współczesnych rodzin polskich, w: Pielęgniarstwo rodzinne, red. Z. Kawczyńska Butrym CEM, Warszawa 97, s. 23-24

[4] H. Izdebska, Przygotowanie do życia w rodzinie, WP, Warszawa 72,

[5] Z. Tyszka, Socjologia rodziny, Warszawa 76

[6] L. Dyczewski, Rodzina, społeczeństwo, państwo,Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 94, s.88-89

[7] L. Dyczewski, Rodzina, społeczeństwo, państwo,Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 94, s.86-87

[8] D. Llewellyn-Jones, Ja mężczyzna, Sanmedika, Warszawa 96

[9] Fijałkowski Wł.,Dar rodzenia, PAX,Warszawa1993, s.192

[10] Fijałkowski Wł., Dar rodzenia, PAX, Warszawa 1993, s. 196-197

[11] Nowoczesne położnictwo. Praktyka położnicza, red. J. Aleksander, V. Levy, S. Roch, PZWL, Warszawa 1995, s. 125

[12] H. Cerańska-Goszczyńska, M. Maj-Pucek, R. Openheim - Po porodzie, MAKmed, Gdańsk 1997

[13] Fijałkowski Wł., Dar rodzenia, PAX, Warszawa 1993, s.196

[14] Kitzinger S., Szkoła Rodzenia, Warszawa1996, s.185

[15] Kornas-Biela D., Wokół początku życia ludzkiego, NK, Warszawa 1993

[16] A. Eisenberg, H. E. Murkoff, S. E. Hathaway, W oczekiwaniu na dziecko, REBIS, Poznań 1994, s. 425

[17] Wisłocka M., Sztuka kochania. Witamina M, Iskra, Warszawa 1991, s. 203

[18] Wisłocka M., Sztuka kochania. Witamina M, Iskra, Warszawa 1991, s. 203

[19] Nowoczesne położnictwo. Praktyka położnicza, red. J. Aleksander, V. Levy, S. Roch, PZWL, Warszawa 1995, s. 115

[20] Nowoczesne położnictwo. Praktyka położnicza, red. J. Aleksander, V. Levy, S. Roch, PZWL, Warszawa 1995, s. 125